Astra Canina

Subtitle

Legenda o beauceronie:

Był rok 1606, zapadał zmrok.

..we wrześniowy pochmurny wieczór Anthelme Pivoine wracał do domu. Zachodni wiatr niósł wilgotne słone powietrze. Żółty okrągły księżyc wisząc nisko nad drzewami przeświecał zza chmur i rzucał długie cienie. Zmęczony człowiek, rozmyślając, szedł powoli. Jego cała postać otulona była brudnym płaszczem sięgającym aż do ziemi. Ostatni miesiąc mógł podsumować jednym słowem: „deszcz”. Deszcz zniszczył zbiory: paszę dla zwierząt i zapasy dla ludzi. Wprawdzie król i możnowładcy mogli poczuć poprawę życia po zaprzestaniu wyniszczającej wojny religijnej, cieszyli się dostatkiem i bezpieczeństwem, ale ludzie tacy jak Anthelme ciągle walczyli z głodem. Ich życie uzależnione było od sprzyjającej pogody, która pozwoliłaby na dobre zbiory i zrobienie zapasów. Jednak ciągle padający deszcz, niszczył wszystko. Anthelme był pewien, że bez odpowiednich zapasów jego rodzina nie dożyje do następnych zbiorów. W domu czekali na niego dorastający syn, mała córeczka oraz spodziewająca się trzeciego dziecka żona. Nad nimi wszystkimi zawisło widmo śmierci głodowej.

Targany myślami, zamiast do domu, skręcił w stronę miasta, drogą, która pod wpływem deszczu, zamieniła się w strumień, przeskakując z kamienia na kamień miał przeczucie, że spotka go coś niezwykłego.

Na rozdrożu, w miejscu gdzie kiedyś stał krzyż misyjny, zamajaczyła jakaś postać, czarna, wysoka w unoszącym się na wietrze podbitym czerwienią płaszczu, a w szczelinę w pękniętej ziemi sięgał jej ogon.

Diabeł...?

Bardziej zaciekawiony niż przerażony mężczyzna podszedł bliżej.

-Jak Ci się wiedzie Anthelme? - zapytało zjawisko niskim, metalicznym głosem.

Anthelme zajrzał mu w oczy, niesamowicie przenikliwe i złe i już nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z diabłem.

-Źle, bardzo źle, ale Ty przecież i tak wiesz wszystko - odpowiedział człowiek.
-O, tak wiem dużo i przyszedłem złożyć Ci ofertę. Wiem wszystko o nieszczęściach na ziemi, jestem przecież sprawcą dużej ich części. Jednak nie jestem zupełnie zły! Mogę Ci pomóc.

-Nie wierzę! Jak?

-Twoja żona jest w ciąży, mogę zapewnić Tobie i twojej rodzinie dostatek i bezpieczeństwo, jeżeli obiecasz mi nienarodzone dziecko.

-Nie mogę sprzedać dziecka diabłu!
-Możesz, jeżeli to zagwarantuje życie innym! Całe życie pracujesz ponad siły, a nie możesz zapewnić najbliższym, że przeżyją zimę... jednak, gdy przystaniesz na moją propozycję, czeka was bezpieczeństwo i dostatek. Twoja żona jest młoda, może urodzić jeszcze niejedno dziecko
- przekonywał czart.
-Zanim podpiszę pakt, muszę się dobrze namyślić, to trudna decyzja - bronił się przed ostateczną odpowiedzią mężczyzna.
-Nie, nie podpiszemy paktu. Twoją gwarancją będzie dziecko, moją mój wysłannik, który będzie nosił moje barwy. Będzie wiernie trwał przy twoim boku, strzegł dobytku, opiekował się rodziną i trzodą, dopóki będziesz lojalny. Znaj moją dobroć, daję ci trzy dni do namysłu, ale nie dłużej!
Ku uldze Anthelme'a diabeł zniknął, pozostawiając go zmieszanego, niepewnego, czy nie przyśniło mu się to dziwne spotkanie.

Zbierając myśli, zawrócił w stronę wsi.

W domu czekała zaniepokojona żona. Czekała na męża z posiłkiem, który zjedli w milczeniu, powoli, doceniając każdy kęs. Mężczyzna nie opowiedział kobiecie o spotkaniu, chcąc oszczędzić jej zmartwień, których i tak miała dość. Ciągle rozmyślał o propozycji... oddać dziecko w ręce  diabła... a jednak mające się narodzić w styczniu niemowlę nie miałoby najmniejszych szans! A przecież, gdyby to była dziewczynka, jak miło by było mieć dwie kobiety w domu! Ale jeśli urodziłby się chłopiec, byłyby dodatkowe ręce do pracy! I tak byłoby dobrze i tak... a jednak dziecko nie przeżyłoby ziomy... Nie mógł zasnąć, ciągle rozmyślając. A gdy przyszedł dzień, w świetle wschodzącego słońca wszystko wydawało się pokryte złotem, czyniąc dzień pięknym.

Anthelme wstał, zjadł resztki kolacji i był gotów iść do pracy. Wiedział już, jaką odpowiedź da diabłu...


  I w tej wersji legenda, którą można przeczytac na stronie Francuskiego Klubu Przyjaciół Beaucerona, jest jak najbardziej do przyjęcia.

...ale jest również wersja „rozszerzona”:


...gdy Anthelme zapytał o warunki umowy, diabeł oświadczył:


          ♦  oznaczę Cię moimi kolorami, które znikają tylko wtedy, gdy wypełnisz zobowiązanie. Też mam swój honor, daję ci trzy dni. Bądź w tym samym miejscu w tym samym czasie. Pamiętaj, że nie lubię czekać!

I diabeł zniknął.

Gdyby nie błysk jasnego światła, Anthelme pomyślał by, że przed chwilą śnił.

Trzy dni potem wybrał się na spotkanie. Niebo zakrywały ciemne chmury, z których padał rzęsisty deszcz, wiał silny wiatr.

W miejscu umówionego spotkania pojawił się diabeł w łunie światła.

              ♦  Widzę, że podjąłeś decyzję - odezwał się zadowolony czart,

              ♦  Tak. Nie była łatwa i nie rozmawiałem o tym z żoną, wolę, żeby została nieświadoma co ją czeka

              ♦  Jak powiedziałem, oznaczę cię swoimi barwami, jeśli nie dotrzymasz przyrzeczenia, pozostaniesz w moim władaniu -  gdy to mówił, lewą ręką wyrzucił promień światła prosto w Anthelme.

Zniknął nagle, tak jak się pojawił, pozostał po nim tylko falujący ognik, rozpływający się w powietrzu.

Gdy człowiek wrócił do domu jego oczom ukazało się dostatnie obejście. Zewsząd bił spokój i radość. Diabeł nie kłamał. Mężczyzna starał się tylko nie patrzeć na zaokrąglony brzuch żony.

Zima tego roku przyszła szybciej i była mroźna, ale w domu było ciepło i bezpiecznie. Boże Narodzenie jeszcze nigdy nie było tak radosne.

Drugiego lutego Jeanne urodziła dorodnego chłopca. Następnego dnia Anthelme wykradł się z domu i poszedł na rozstaje dróg.

Diabeł pojawił się w łunie światła.

               ♦  Co masz dla mnie? - spytał pewny siebie diabeł

               ♦  Nic ci nie jestem winien! - odparł bezczelnie człowiek.

               ♦  Nie zapominaj, że cię naznaczyłem i te kolory nie znikną nigdy!

               ♦  Tak? To popatrz na mnie - powiedział mężczyzna szczerząc zęby w uśmiechu i rozchylając poły długiego płaszcza

                 ???

               ♦  Jeśli chcesz wiedzieć, nie mnie oznaczyłeś. Było ciemno i trafiłeś nie we mnie, lecz w mojego psa ukrytego pod płaszczem. Był brzydkim burym psem, a teraz czyż nie jest piękny? I nie odbierzesz mu duszy, bo należy ona do jego pana, czyli do mnie!- Po tych słowach przed Anthelme wyszedł okazały czarny podpalany pies szczerząc również zęby, jakby w uśmiechu.

                 ♦  Myślisz głupcze, że możesz mnie oszukać? Teraz oznaczę cię wszystkimi moimi atrybutami -  Wrzeszczał wściekły, aż zaczął miotać pioruny. Jednak człowiek, pociągając za sobą psa, już uciekał klucząc między skałami, od których odbijały się rykoszety.

Gdy już bezpiecznie dotarli do domu, mógł opowiedzieć wszystkim, jak oszukał diabła. Ludzie podziwiali jego spryt, ale także urodę i odwagę psa. Chętnie przyprowadzali do niego suki z całego regionu Beauce, aby mogły mieć potomstwo z tak niezwykłym psem.

Wszystkie beaucerony są do siebie podobne: mają maść w kolorze czarciej peleryny: lśniąco czarne z podpalaniami, zawsze w tych samych miejscach, a na tylnych nogach, po wewnętrznej stronie mają dodatkowe palce na kształt raciczki. Widocznie rykoszet odbity od skały wcelował w psią stopę.

...

Obie wersje podobają mi się jednakowo i jestem w stanie pogodzić się z myślą, że beauceron mógł by być darem diabła. Niektóre młode bosiaki są jak z piekła rodem! W drugiej wersji można przeczytać, że francuski wieśniak był równie sprytny jak polski i nie oddał duszy diabłu, czy ten mieszkał w starej wierzbie na Mazowszu, czy pod krzyżem misyjnym w ll-de-France.